Ostatni na liście, pierwszy w działaniu – historia posła, którego własna partia nie chciała zaprosić na wieczór wyborczy
Ostatni na liście, pierwszy w działaniu – historia posła, którego własna partia nie chciała zaprosić na wieczór wyborczy
Startował z ostatniego miejsca na liście. Osiągnął najlepszy wynik w okręgu – niemal dwukrotnie przebijając Włodzimierza Czarzastego i zdobywając połowę wszystkich głosów oddanych na listę. Wyborcy go wybrali. Partia – woleliby, żeby go nie było.
Mowa o Łukaszu Litewce – pośle, który przez całą kadencję był dla swojego ugrupowania kamieniem w bucie.
Człowiek, który nie grał według partyjnych reguł
📌 Stanął w obronie Pierwszej Damy – i był za to obrzucany błotem.
📌 Odmówił popierania aborcji do 12. tygodnia życia – spotkała go fala krytyki ze strony własnych.
📌 Nagłaśniał aferę kłodzką, przez co stał się niewygodny dla wielu polityków.
📌 Robił dla ludzi i zwierząt więcej niż cała partia – może więcej niż cały Sejm.
Nagroda? Brak zaproszenia na własny wieczór wyborczy
Gdy nadszedł wieczór wyborczy Lewicy – nie było go na liście gości. Partia, z której listy zdobył mandat, nie zaprosiła go na swoje świętowanie. Dziś, gdy wyniki są już znane, ci sami ludzie nazywają go „przyjacielem”.
Historia Łukasza Litewki to opowieść o tym, czym różni się polityk od człowieka z zasadami – i dlaczego system partyjny tak bardzo nie lubi tych drugich.
Źródło: facebook.com/InicjatywaPatrioci

